„Jak komu z rana, tak i z wieczora”

Photo by Andressa Voltolini on Unsplash
Photo by Andressa Voltolini on Unsplash

Nawet nie wiem już ile razy słyszałam te słowa od mojej mamy, a ona od jakiejś tam cioci czy babci. Wiecie co jest w tym wszystkim najgorsze? Mama cały czas kierowała się tymi słowami, wracały do niej w trudnych chwilach, jak bumerang. Niby robiła swoje, ale gdzieś nad głową wisiały jej te słowa, które obok wiary straszliwie ją ograniczały.

Po mnie nie spodziewano się zatem niczego innego, tylko tego, że śladami mamy będę podążać.

Nie zrozumcie mnie źle. Uwielbiam moją mamę. Nie oceniam jej. Nie chodzi o to, kim jest moja mama ani jak wygląda jej życie. Przecież ona sama też usłyszała i była przekonana, że tak jest, bo rzeczywistość, ta przebiegła lisica, ma skłonność do układania się w obawy, które produkuje nasza głowa.

Ja w każdym razie zrozumiałam to po kilkunastu latach związku. Nie, bzdura. Wiedziałam to od zawsze, oboje wiedzieliśmy, ale trwaliśmy tak, jak wiele innych ludzi, z dnia na dzień.

Nie chciałam tak. Nie chciałam byśmy nie mieli sobie nic do powiedzenia. Nie chciałam mieszkać obok obcego człowieka. Nie chciałam nas umartwiać. Nie byłam Chrystusem.

On sam zresztą dobrze wiedział, że człowiek to taka istota, która popełnia błędy. Czasem takim błędem jest wyjście za mąż na podstawie niesłusznych przesłanek, nieprawdziwych faktów, mgły przeświadczeń i przesądów.

Uwierzcie mi, można tak. Można wierzyć, że coś się komuś udowodni, sobie, innym, że się wytrwa, że skoro się obiecało sobie w pielgrzymkowych okolicznościach przyrody, to trzeba trwać do końca, choćby nie wiem, jak bolało.

Na szczęście przyszło przebudzenie. Wolniutko. Zajęło mi to wiele lat. Uświadamiałam sobie, że nikomu nic nie jestem winna, nikomu prócz siebie i dziecka. Nie muszę się poświęcać. Zrozumiałam, że podejmując decyzję daję szanse na lepsze życie nie tylko sobie i Dużemu, ale także jego ojcu. Ten długo tego nie rozumiał, nawet będąc już z kimś innym. Ufam, że wreszcie do tego dojrzał.

Udało mi się, nie bez opieki z Góry!, zmienić drogę. Odważyłam się i nie żałuję. Nie piszę tego, byście mówili – brawo za odwagę. Piszę, bo chcę Wam uświadomić, że Wasze życie jest w Waszych rękach. W Waszych decyzjach. Ważne jest, by przy ich podejmowaniu nic nie przesłaniało Wam widoku całego planu, widok jednego kadru może być bardzo mylący i mieć smutne konsekwencje.

Lepiej nie popełniać błędów niż się na nich uczyć, mniej boli. Jednak jeśli już ten błąd się Wam przydarzy, naprawcie go. Dla Was i innych, których Wasze zachowanie dotyczy.

6 thoughts

  1. Całe życie boję się stanu, który w tym poście przedstawiasz. Panicznie boję się utkwić w czymś takim. Przechodzę ostatnio podobny kryzys i łudzę się, że może będzie lepiej. Co z tego wyniknie czas pokaże – ale na pewno nie będę też wieczności czekać. Martwi mnie oczywiście to wszystko, ale jak na razie daję na wstrzymanie – mam małe dzieci. Napisz mi tylko: czy jest Tobie teraz lepiej? Jesteś szczęśliwsza?
    Pozdrawiam! ❤

    Polubione przez 1 osoba

    1. Monia, dziękuję Ci za ten komentarz. Do decyzji o odejściu dojrzewałam długo. Kiedy wyjechałam z Polski Duży miał 6 lat. Wcześniej trzy lata chodziłam do psychologa. Sama, bo były mąż stwierdził, że to ja jestem głupia i ja powinnam. Chodziłam. Dojrzałam w końcu do podjęcia decyzji. To w skrócie telegraficznym. Nie ma tu miejsca na opisanie tego, co przeszłam z każdej strony w trakcie rozwodu. W Polsce mówi się, jak chcesz poznać faceta to się z nim rozwiedź. I tak było. Potem związałam się z kolejną katastrofą, ale tylko na pół roku i szybciutko kazałam mu spakować walizki. Potrzebowałam chyba tych nauczek. Były bardzo bolesne. Stresu nie da się opisać. Jestem już 9 lat poza Polską. Od 8 lat z Mężem. Miałam szczęście. Naprawdę. Czekał tam na mnie. Bez żony i dzieci. To nie tak, że nagle wszystko się cudownie poukładało. Nie udaje nam się w związkach, bo z nami i tą drugą osobą jest coś nie tak. Drugiego człowieka nie zmienisz. Nie ma takiej opcji. Możesz zmienić siebie. Nie siebie zmienić dla kogoś, siebie dla siebie, żeby Tobie było dobrze z Tobą. Wtedy innym też będzie. Pracowałam nad sobą bardzo ciężko. Nadal pracuję. Każdy wychodzi z domu z jakimś bagażem. Różnica polega na tym, że w tym związku mogę być sobą. Nigdy wcześniej nie mogłam, nawet w domu rodziców pełniłam jakąś rolę. Skomplikowane to wszystko. Ma mnóstwo warstw. Tak, jestem szczęśliwa. Nigdy w życiu nie byłam tak szczęśliwa, jak teraz. Nie oznacza to, że codziennie mam uśmiech na twarzy :). Nadal się wkurzam na siebie, mam niską samoocenę i kłopoty zdrowotne, które poskutkowały czterema poronieniami. Z całą pewnością mogę jednak powiedzieć, że nie żałuję mojej decyzji. Nigdy nie żałowałam. Chyba dlatego, że nie podjęłam jej z dnia na dzień, ale do niej dorosłam. Nie znam Cię, nie znam Twojego życia i osób Ci bliskich. Nigdy nie mogłabym Ci powiedzieć: odejdź. Kiedyś to zrobiłam, ale moja przyjaciółka nie posłuchała, wyszła za mąż i rozwiodła się. Tak. Myślę, że sama wiesz, czego chcesz. Zawsze warto spróbować być razem, pracować nad związkiem. Oczywiście pod warunkiem, że obie strony się starają. Jedno powtarzam wszystkim: przy podejmowaniu decyzji nie kieruj się „dobrem” dzieci. To największa bzdura, jaką słyszałam. Dzieci wszystko widzą i cierpią. Gdy nie ma miłości między rodzicami uczą się tego dla siebie, nie będą umiały zbudować związków opartych na miłości, prawdziwej. Szczęśliwa matka to szczęśliwe dzieci. Nie poddawaj się za szybko, jeśli wierzysz, że warto walczyć!

      Polubione przez 1 osoba

      1. Dziękuję za odpowiedź. Myślę, że często będę wracać do słów, które tu napisałaś. Jedyne od siebie dodam, że wszystko to, przez co musiałaś przejść, sprawiło, że jesteś dziś mądrym i wartościowym człowiekiem. Poruszyłaś w tym wpisie tyle spraw, które i mnie dotyczą. Najchętniej spotkałabym się z Tobą na kawę i porozmawiała o wszystkim! Mocno Cię ściskam!

        Polubione przez 1 osoba

  2. Dobro dzieci to przede wszystkim szczęśliwy dom, do którego będą chciały wracać – nie stworzysz takiego domu tkwiąc w toksycznym związku – zatem – dla dobra dzieci czasem należy odejść [w najgorszych sytuacjach wręcz uciec]… Moim zdaniem jak najbardziej należy się kierować dobrem dzieci 🙂 Ale tak poza tym – cieszę się, że wszystko u Ciebie ok, choć musiałaś wiele przejść. Pozdrawiam 🙂

    Polubione przez 2 ludzi

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s