„Królowa oszczędzania”

W marcu na Instagramie zamieściłam krótki wpis na temat tej powieści.

Jest prawie połowa lipca, a ja dopiero mam czas, żeby nieco rozszerzyć moją wypowiedź. Książka została wydana przez Wydawnictwo Kobiece. Przetłumaczona na język polski z angielskiego. Z kilkoma błędami. Szkoda, że redaktorom one umknęły. Skoro czytelnik, nie znający oryginału mógł je wychwycić bez problemu. No nic.

„Królowa oszczędzania” okazała się hitem w Stanach Zjednoczonych. Nie wiem, jak to wygląda w Polsce. Nie szukałam. Wyjątkowo nie będzie to typowa recenzja. Trafiłam na tę pozycję przeszukując, jak zwykle, zasoby Taniej książki. Tytuł wydał mi się zachęcający. Od roku bowiem mam problemy z impulsywnym wydawaniem pieniędzy na zakupy. Głównie książki, ale nie tylko półki w naszym mieszkaniu uginają się pod książkami, także szafy pękają w szwach od ciuchów. I nie, nie są to jakieś super modne dizajnerskie szmatki, zwykłe sieciówki, ale jednak. W każdym razie ubrań już nie kupuję.

Cieszę się, że przeczytałam „Królową oszczędzania”. Nie ma w niej nic odkrywczego. Autorka opisuje swe zmagania ze sobą, z nałogami, z zakupoholizmem, z alkoholizmem, z nadmiernym jedzeniem, z depresją. Pomyślałam sobie, że dzięki Bogu mnie te wszystkie plagi nie dotyczą, tylko część z nich.

Poszukiwanie własnej drogi. Zanim książka powstała, Cait prowadziła, prowadzi nadal bloga, na którym codziennie opisywała swe zmagania z nadmiarem posiadanych rzeczy, nadmiarem alkoholu, nadmiernymi wydatkami, przejadanie się.

Podeszła do problemu strukturalnie, każdy z przeszkadzających jej nałogów wyrwała z korzeniami ze swego życia. Postanowiłam zrobić to samo. Zacząć już w marcu. Wtedy jednak mi się to nie udało. Tak samo zresztą, jak nie udało się to od razu autorce. Kosztowało ją to kilka nieudanych prób, mnóstwo łez, kilkoro przyjaciół. Tak, bo „przyjaciół” też się traci w tej nierównej walce.

Kiedy w końcu Cait dojrzała do ostatecznego rozwiązania, podjęła je na wszystkich frontach. Wyrzuciła z domu wszystkie niepotrzebne rzeczy, od długopisów, przez szampony, po ubrania. Niektóre sprzedała, inne oddała do sklepów z odzieżą używaną. Ja też zaczęłam ten proces. Lekko nie jest, mam rodzinę i dom zapełniony drobiazgami, które nikomu już nie są potrzebne. Za małymi ubrankami dla maluchów, pluszakami, których dzieci dostawały mnóstwo. W końcu poprosiłam, by już ich nie kupowano. Auta bez jednego kółka, jakieś klocki, puzzle bez pary, zabawki jajka niespodzianki…. O rany… Nie mogę też jak Cait opróżnić pokoju po pokoju, bo rzeczy wędrują z jednego do drugiego przenoszone rączkami dzieci. Robię jednak postępy i już kilka worków za małych ubranek powędrowało do potrzebujących maluchów. Teraz kolej na stosy, czekających na przeczytanie gazet, czasopism i książek. Tak tak, książek. Postanowiłam, że książki, po których przeczytaniu uznam, że nie chcę już do nich wracać, zwyczajnie oddam. Nieco to skomplikowane, bo przecież nie mieszkam w Polsce, ale coś wymyślę.

Przejrzałam zapasy past do zębów, szczoteczek, płynów do kąpieli, lakierów do paznokci, kremów do rąk, itp. Podobnie zrobiła Cait. Wszystko, czego nie potrzebowała, oddała. Ja na razie rozdała część mamie i siostrze. Czekam na kolejną wizytę taty 😉

Nie mam uzależnienia od alkoholu, w ogóle go praktycznie nie spożywam. Niestety mam równoważne, choć może mniej niszczące, uzależnienie od cukru. Kilkakrotnie w ostatnim czasie podejmowałam z nim walkę i padałam. Teraz jednak postanowiłam powiedzieć o tym światu i wiecie co, nawet mnie już do słodyczy nie ciągnie. Podzielenie się tym faktem z moimi obserwatorami na insta podziałało, przynajmniej w przypadku słodyczy, niczym czarodziejska różdżka! Nie mów hoop póki nie przeskoczysz, ale na razie jest OK!

Z zapasami produktów wszelkiej maści wiąże się uzależnienie od zakupów. Od impulsywnych zakupów. Cierpi na nie wiele kobiet, wiele matek. Ma ono różne podłoże. U mnie wynika z niskiego poczucia własnej wartości i stresu. Zaczęło się od kolejnej negatywnej oceny mojego tłumaczenia. Może tak bardzo bym się nie przejęła, ale ocena była naprawdę nieprofesjonalna i świadczyła o niezrozumieniu oryginału. Niestety nie miałam prawa odwołać się od tej oceny ani z nią polemizować. Jest i kropka. To wpędziło mnie w stan totalnego rozczarowania sobą, a zwłaszcza niesprawiedliwym światem…. AAAAAAA ryczałam straszliwie i zaczęłam się pocieszać zakupami. Oczywiście na uzależnienie od zakupów złożyło się jeszcze kilka innych czynników, ale ten brak uznania dla mojej ciężkiej, i w mych oczach dobrej, pracy przelał kielich rozpaczy. Od tamtej pory mam z zakupami ogromny problem. Nie szaleję już tak bardzo i bywają okresy, kiedy jakoś się trzymam, żeby potem znów nabyć kolejną książkę… Teraz jednak postanowiłam się ogarnąć także w tym obszarze mojej działaności. Cait ma rację, jak już coś zmieniać to gruntownie i całościowo.

Przeczytajcie książkę Cait Flanders albo zajrzyjcie na jej bloga: http://www.caitflanders.com

To mądra dziewczyna. Naprawdę.

Przygodę z oszczędzaniem i porządkowaniem życia czas start!

Kto ze mną?

4 thoughts

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s